Po co mi ten LinkedIn?

Zastanawialiście się kiedyś, jak w prosty sposób wyjaśnić czym jest LinkedIn?

Zakładamy, że Wasza mama zadaje Wam to pytanie.

-“Taki Facebook, tylko dla pracodawców i pracowników.”

-“Ale przecież na Facebooku też masz napisane, gdzie pracujesz.”

Punkt dla niej. Na dobrą sprawę podobieństwa można mnożyć. Kolory podobne. Lajki w sumie też są. Mamy komentarze i udostępnienia. Jest wall. Jest profil. Metryczka. Stanowiska pracy, szkoły. Z Instagramem i Twitterem byłoby prościej…

-”To taki skrót myślowy”

-”Okej, okej, rozumiem”

Niemniej, skrót myślowy, który… daje do myślenia. Oferty pracy mogę dostać zarówno na FB, jak i LI. Czy zakładając na nim konto, poszerzam tylko swoją obecność w social media? W czerwcu 2016 Microsoft postanawia kupić go za 26 mld USD. Chyba jednak coś nam tutaj umyka.

Programiści korzystają czasem z tzw. “metody gumowej kaczuszki”. Sadzamy ją przed monitorem i linijka po linijce wyjaśniamy działanie kodu. Tłumacząc coś absolutnie od podstaw, jesteśmy w stanie zauważyć rzeczy, na które wcześniej zupełnie nie zwracaliśmy uwagi. Uświadamiamy sobie ich istotę. Kaczki niestety nie ma, ale koleżanka z biura ma figurkę jednorożca — nada się.

LinkedIn: Największa na świecie sieć profesjonalistów.

Globalna platforma zrzeszająca specjalistów. Start: przełom 2002/2003 (Facebook – 2004) Internet wyglądał wtedy nieco inaczej, jednak to nie nostalgiczna wycieczka i chcemy wytłumaczyć jednorożcowi, dlaczego mamy wpisany jakiś dziwny zawód w rubryce zatrudnienie, w dodatku w języku angielskim (oraz zrozumieć, co takiego zobaczył w nim Microsoft).

Największa na świecie sieć profesjonalistów — to brzmi nieźle. Zakładamy konto i już. Jesteśmy profesjonalistami. W pośpiechu przeklikujemy kreator konta… i zaliczamy pierwszy błąd. Za dużo Facebooka!

Na LinkedInie metryczka jest absolutną podstawą — bez niej nie istniejemy. Dosłownie i w przenośni. Linkedin ogranicza wyświetlenia naszego profilu proporcjonalnie do pustki w opisie. Konieczność jej uzupełnienia staje się jeszcze bardziej oczywista, gdy zaczynamy korzystać z LinkedIn ADS. W porównaniu z Facebookiem LI oferuje bardzo specyficzny manager reklam, pozwalający na bardzo dokładne wybranie kont, którym wyświetlane będą sponsorowane treści.

Rezygnujemy z podstawowego kryterium, tworzącego nasze miejsce na tym portalu. Nie chodzi jednak tylko o reklamy. Im dokładniej opiszemy siebie. Tym lepszej jakości będą nasze kontakty. Sprawa niby oczywista, ale wiele profili świeci na Linkedinie pustkami. Po przeczytaniu cudzej metryki wiemy od razu, z jakiego typu specjalistą mamy do czynienia i jak bardzo jest doświadczona. Może się okazać, że szukamy dokładnie takiego człowieka. Brzmi świetnie (i dosyć oczywiście) prawda? Wymagajmy od siebie tego, czego wymagamy od innych. Nie krępuj się i dodaj więc tego grafika ze świetnym portfolio do kontaktów.

Przepraszam, czy my się znamy?

Nie, czy to problem? Żaden. Na pewno spotkaliście się z takim stwierdzeniem malkontentów: “Masz tylu znajomych na fejsie, a ilu tak naprawdę to Twoi znajomi?” Oczywiście, jeśli znamy kogoś w rzeczywistości, warto go dodać, ale w kwestii LinkedIna sprawa jest prosta — nie posiadamy tam znajomych, a kontakty. Szach-mat Facebuczku. <klik>
Niemniej pamiętajmy, że jak przystało na profesjonalistów, powinniśmy się grzecznie przywitać — kultura przede wszystkim! Warto napisać takiemu wymarzonemu wspólnikowi, dlaczego zdecydowaliśmy się wysłać mu zaproszenie. Spodobała nam się jego ścieżka kariery — tak podobna do naszej. Interesujące portfolio, wysokie doświadczenie w konkretnym aspekcie branży — to, co faktycznie zwróciło naszą uwagę na jego profil. Zasada ta sprawdza się zresztą także na Facebooku. Musimy jednak liczyć się z możliwością gorzkiego odrzucenia. Pamiętaj także, że użytkownicy linkedina widzą, kto przeglądał ich profil (co przywodzi nostalgiczne wspomnienia z “Naszą Klasą” i wzruszającym okresem niewinności polskich social media).

W tworzeniu naszej sieci profesjonalistów odnotowania warci są jeszcze pracownicy HR — tych warto dodawać nie tylko ze względu na miejsce zatrudnienia, ale za sam fakt pracy na tym stanowisku. 🙂

Przecież nie szukam pracy?

Masz fajną, satysfakcjonującą posadę? Gratulacje! Tak trzeba żyć! Wszystkie kopie CV , szkice listów motywacyjnych rozumiem już spalone i trwale usunięte specjalistycznym oprogramowaniem? Raczej nie.

Pracownik z dobrze rozwiniętym i zadbanym, aktywnym kontem na LI to bardzo cenny pracownik. Stanowi ważną — niezależną — komórkę budowania zasięgu i rozpoznawalności firmy, marki. Jeśli twoja firma prowadzi jakiekolwiek działania na tej platformie. Każde kliknięcie, udostępnienie jest wymierną korzyścią dla pracodawcy. Promocja na LI jest całkiem droga. CPM (koszt tysiąca wyświetleń) w różni się w zależności od kreacji i branży, ale wciąż to kilka Euro. Twoja aktywność, to może nie równowartość miesięcznego budżetu firmy, ale nowej drukarki, albo wypasionego ekspresu do kawy — już tak 🙂

Angażuj się, udostępniaj, polecaj, komentuj — dobra karma wróci. Nasuwa się tu skojarzenie z BNI. LinkedIn jest właśnie takim BNI i myślenie o nim w ten sposób ułatwi obranie właściwego kierunku. Jeśli ktoś szuka specjalisty w konkretnej dziedzinie, nie jesteś to Ty, ale znasz kogoś, kogo ta informacja może zainteresować, lub jest warty polecenia — oznacz go. Warte uwagi są także grupy dyskusyjne, coraz bardziej rozwijane też na facebooku (z nieco innych przyczyn, ale zasada jest taka sama) – warto sprawdzić, co mają do zaoferowania, a nuż znajdziemy tam prawdziwą skarbnicę wiedzy, talentów i contentu.

Za który warto się odwdzięczyć swoją, oczywiście.

Don’t be shy.

Social media służą w dużej mierze chwaleniu i prezentacji. Starajmy się utrzymać odpowiedni poziom — zawodowo-biznesowy. LOL-content w oczywisty sposób obniża wartość naszego profilu. Nie znaczy to, że mamy być do znudzenia poważni, ale feed to merytoryczny strumień informacji. Utrzymanie tej konwencji leży w interesie każdego użytkownika.

Jeśli jakakolwiek nasza działalność, artykuł, informacja ma wartość, może pomóc komuś — choćby przyjemnie i wartościowo spędzić czas na przerwie obiadowej — nie wahaj się jej udostępnić w swoim feedzie. Twórz wiedzę i dziel się nią. Niech stanowi swego rodzaju teaser tego, co jesteś w stanie zaoferować na rynku pracy i w biznesie. To także potwierdzenie, że interesujesz się i jesteś w kontakcie ze swoją branżą. A może, że interesuje Cię więcej, niż wskazuje na to Twoje stanowisko.

Nie samą siecią kontaktów człowiek żyje.

Work-Life Balance to, wbrew pozorom, nie kompletne oddzielenie pracy od życia prywatnego — jak uważa wielu ludzi. Twoje pasje są w stanie napędzać Cię, inspirować, jak mało co. Dobry pracownik to nie maszyna zasilana kawą i mrożonkami, wypluwająca linie kodu, taski i raporty. Udzielasz się charytatywnie? LinkedIn przygotował specjalne miejsce na profilu, byś mógł się odpowiednio zaprezentować — jako po prostu fajny człowiek. W skróconym opisie umieść krótkie informacje o tym, co najbardziej kręci Cię w Twojej pracy. Gdzie tu różnica między niebieskimi platformami? Zdjęcia z ukochaną na plaży w Lloret de Mar, przeznaczmy może na Instagrama i Facebooka. Warto, po prostu czasem dać do zrozumienia, że poza pracą istnieje coś, w co jesteś stanie zaangażować się w równym stopniu.

Summing up.

LinkedIn zdecydowanie był i jest dobrą inwestycją Microsoftu. Posiadają dzięki niej solidną bazę wiedzy i specjalistów, kontakt z najnowszymi trendami wśród pracowników, technologii. W oczywisty sposób zarabiają też duże pieniądze na reklamach, które jak wspomniałem, są bardzo drogie. Nie tylko reklamy — Linked oferuje szereg rozszerzeń do profilu — np. “Recruiter” pozwalający między innymi na zarządzanie potencjalnymi kandydatami (i niewidzialne przeglądanie profili!).

W przerwach od pisania zdarzyło mi się rzucić okiem na swojego LinkedIna. Im bliżej byłem końca, tym bardziej wzrok jednorożca wydawał się karcący. Uświadomiłem sobie to, że pomimo styczności z wieloma ciekawymi case’ami i tematami, nie uznałem za stosowne się tym doświadczeniem podzielić. Dlaczego? Być może dlatego, że na Facebooku spędzam więcej czasu (jak chyba każdy) i wciąż w podświadomości łapka w górę to lajk, a nie polecenie.

Eksperyment z jednorożcem uznaję więc za udany — przypomniałem sobie podstawy praktyk, których oczekuje od nas LinkedIn (a więc są jednocześnie działaniami najbardziej nagradzanymi przez portal). Do czasu publikacji artykułu, wszystkie błędy powinny być naprawione. Do czego zachęcam i Was drodzy czytelnicy. W branży marketing, czy HR, polski LI ma się dobrze, ale istnieje wciąż wiele dziedzin, w których ruch jest stosunkowo niski, lub żaden. Zmieniajmy to i twórzmy rynek profesji, takim, jakim chcielibyśmy go widzieć — wszechstronnym.

Update: Chodzą słuchy, że Facebook ma wprowadzić wkrótce możliwość publikacji ofert pracy. Może być ciekawie 😉

Marcin Lewek

Wychodzi z założenia, że najważniejsza w życiu jest wszechstronność, więc studiował fizykę medyczną, a teraz jest zapalonym copywriterem i online marketerem. Po godzinach, spędza kolejne tworząc i praktykując muzykę cięższą oraz lżejszą. Cyklicznie udziela się w teatrze. Totalnie zajawiony designem i fotografią analogową.